Konie nie pozwoliły co-Bo
„Konie nie pozwoliły, co
Bo ja wiem, tak jakoś wyszło, tylko do ciebie miałem ochotę zajrzeć.
To konie śmieje się Czupak. Każdego urzekną. Już wstąpiłeś w zaczarowany krąg. Nic piękniejszego od koni. Roman chciał założyć stadninę, ale on miał w sobie żarliwość, to jak religia.
Znasz się na koniach, to pewnie i na ludziach.
Uważam, że poradzisz sobie, będę ci pomagał.
SPRZĄTANIE Tuska
Z przystanku autobusowego idę od razu na cmentarz. Leży tuż za wsią, okolony szpalerem włoskich topoli. Nie mija dwadzieścia minut, a jestem na miejscu. Furtka otwarta, wchodzę, rozglądam się za świeżą ziemią, choć to już drugi dzień po pogrzebie i przy tym upale trudno liczyć na świeżość. Wreszcie znajduję obłożony choiną wzgórek z tymczasowym krzyżem, z blaszaną tabliczką z nazwiskiem, imieniem, datą urodzin i śmierci. Odmawiam pacierz i nagle uświadamiam sobie, że jestem sama na cmentarzu. I choć jest dziesiąta, niebo bez chmur, wzięła mnie drżączka, jak w ciemnej sieni. Gdyby ktoś się teraz pojawił, chybabym umarła. Idę w stronę bramy, krok za krokiem, jakbym przechodziła obok kogoś, kto na mnie czyha. Wreszcie za bramą, idę jeszcze kawałek, nie oglądając się, i siadam na skraju drogi. Jestem cała mokra od potu. Słońce osusza szybko, ale czuję na sobie skorupę soli, więc kieruję się do rzeki. Wykąpię się i pójdę w południe odwiedzić Hajduków. Nigdy u nich nie byłam. Brakowało czasu. Goniliśmy za pieniądzem, jak Roman był w kraju, to znowu mnie nie było. I tak w koło Macieju. Teraz jest okazja. Na cmentarzu tylko ten lęk mnie poraził. Nie wierzę jeszcze, że Roman nie żyje. Bardzo dziecinna jestem. Nie przekonuje mnie czarno na białym.“(11)